|
|||||||||||||
"Sześcian w zlewie" - Bartosz Mucha Na początku była dwuwymiarowa płaszczyzna kartki, z której z czasem wyłoniły się trójwymiarowe obiekty. Teraz wspólnie tworzą one instalacje. Bartosz Mucha poszukuje innego znaczenia przedmiotów znanych i zastanych w otaczającej go rzeczywistości. W pewien sposób bawi się z widzem. Bawi się słowem - jego stroną graficzną i znaczeniową. Mamy więc "The poor lamp" ponieważ słowo poor "fajnie wygląda", a przy okazji odzwierciedla oszczędność formy i użytych materiałów ( karton, kalka), a nawet może stanowić fikcyjną markę produktów. Mamy także całkiem wygodny "duporet", którego konstrukcja jest tak prosta, że możemy go własnoręcznie złożyć przy użyciu dołączonego śrubokrętu, a gdyby ta czynność wywołała jednak jakąkolwiek frustrację możemy pozbyć się jej szybko stosując imitację lekarstwa, jaką jest "nerwofol". Artysta bawi się także formą, w której godzi ze sobą logikę konstrukcji z nieprzewidywalnym niejednokrotnie wypełnieniem - jak w czarnym sześcianie, który po rozsunięciu zamka ukazuje czerwone, futrzane wnętrze i może stać się fotelem. Może - chociaż przecież wcale nie musi. Geometria i organiczność przeplatają się tu ze sobą, tworząc nowe, zaskakujące wartości. Instalacje Bartosza Muchy skłaniają do przełamania stereotypowego myślenia o wnętrzu i przedmiocie, a odkrywanie ich nieoczekiwanych znaczeń stanowi świetną zabawę. To nie jest przetykaczka"...no cóż, z pewnością to JEST przetykaczka i świetnie się przydaje jej prosty mechanizm gdy mamy zatkany zlew. Przedmioty w prezentowanym zestawie łamią na swój sposób formy ustosunkowania do zastanej funkcji przedmiotu. Stolik z przetykaczkami to wprost zmiana pierwotnej roli narzędzia i przydzielenie mu innej. Kolejne przedmioty podejmują problem na trochę innych płaszczyznach. Fiksacja zwykle pojawia się w następstwie długotrwałej frustracji, w sferze emocjonalnej może przybierać postać uporczywych, irracjonalnych lęków. I tu wchodzimy do polskiego mieszkania i do polskiej mentalności w sferze wnętrz. I to jest inna strona moich przedmiotów, choć łamią stereotypy dotykające je bezpośrednio (przetykaczka) to łamią je też jeżeli chodzi o widzenie wnętrza. Salon przestaje być labiryntem płyt, w którym człowiek jak "Pacman" zjada kolejnego schabowego. Bartosz Mucha - dyplom w Pracowni Projektownia Plakatu prof. Piotra Kunce, ASP Kraków, 2004. Wybrane osiągnięcia i doświadczenia: Zapraszamy na stronę artysty www.poor.pl
Kazik Pietruszewski: Definicja pochodzi z Twojej strony: „Fiksacja funkcjonalna (ang. functional fixedness), nieumiejętność dostrzeżenia nowego użycia obiektu skojarzonego uprzednio z jakimś innym celem; wpływa szkodliwie na rozwiązywanie problemów i twórczość”. Mógłbyś trochę rozwinąć temat? Bartosz Mucha: Z tym zwrotem pierwszy raz spotkałem się na studiach, na wykładach K. P.: Myślisz, że „funkcjonalność” bywa wrogiem kreatywnego myślenia? B. M.: Wydaję mi się, że miarą kreatywnego myślenia jest elastyczność. Przedmiot może być postrzegany w różnych aspektach. Ale tym „przedmiotem” może być też człowiek np. jako mieszkaniec bloku dającego złudzenie poczucia bezpieczeństwa i stabilności, a przecież
K. P.: Będę dociekliwy – „The poor design” – skąd wzięła się ta nazwa? B. M.: Po pierwsze szukałem długo nazwy dla „fikcyjnej” marki. W między czasie powstała tekturowa lampa, którą nazwałem poprostu „biedna lampka”. Potem projektowałem dla niej opakowanie i stwierdziłem, ze nazwa jej dużo lepiej się komponuje w języku angielskim
K. P.: Studiowałeś na grafice, skąd zainteresowanie tworzeniem obiektów przestrzennych? B. M.: Nie wiem skąd. Może odwrotnie, poszedłem na złe studia:) ale ja uwielbiam też projektowanie graficzne. Po prostu w projektowaniu obiektów jestem wolny, robię to naprawdę dla siebie. A w projektowaniu graficznym muszę się liczyć z zamawiającym. Poza tym uwielbiam łamigłówki, pamiętam jak mnie zajmowało wymyślanie lampy Sześciopop.
K. P.: W tym co robisz (mam na myśli projektowanie 3D) widać szczególny surrealistyczny sposób myślenia. Co cię motywuje, jakie masz inspiracje? B. M.: Surrealizm, absurd, dadaizm to wszystko jest mi bliskie, bo są to sposoby opisywania świata przecież kompletnie niezrozumiałego i choć niewiele tłumaczą (lub w ogóle) to przynajmniej nie opisują go kłamliwie. W sztuce lubię trochę właśnie dadaizm choć w moim wypadku to taki dadaizm użytkowy, chyba... w sumie nie jestem wielkim znawcą ruchu dada.
K. P.: Nie tak dawno pokazywałeś swoje projekty w krakowskiej Galerii BB („Sześcian w zlewie”, 09.03.05. - 16.04.05). Czy to było pozytywne doświadczenie? Jak na twoją pracę reagują postronne osoby? B. M.: Tak, później we Wrocławiu. Pierwszy raz pokazywałem moje obiekty. Sam nie wiem po co są wystawy, jeszcze nie tak dawno bym sobie na tak próżny krok nie pozwolił. A teraz wydaje mi się, że jeszcze bardziej żałosne jest tworzenie do szuflady. Oczywiście nie sprzedałem nic (miałem naiwną nadzieję, że bedę tak zarabiał) ale nawiązałem kilka ciekawych kontaktów... teraz np. pomagam Malwinie Antoniszczak przy organizacji wystawy konsum.pl w Weimarze.
K. P.: Twój najnowszy projekt to But (www.poor.pl/but). Jest bardzo minimalistyczny w formie B. M.: Lubię krzyż tak jak i kwadrat (znowu ten Malewicz) – są takie pierwotne, kółko też lubię :) Projekt But to próba stworzenia kolekcji. Do tego dorobiłem całą identyfikację wizualną (tu widać jak sie przeplata 2D i 3D). Zaczyna mnie bawić gra z marketingiem. Już nie zależy mi na sprzedaży ale na samym „kreowaniu produktu”, z całą marketingową otoczką. K. P.: Czy na codzień używasz któregoś z zaprojektowanych przez siebie przedmiotów? B. M.: Prawie wszystkich, do czasu jak musiałem sie przeprowadzić na 15 metrów na 29 listopada i wszystko pojechało do Rzeszowa, domu rodziców. Został mi Duporet, na którym siedzę, no i kapcie. Ale właśnie jestem na etapie wyzwalania się z w/w fiksacji i jutro wpłacam zaliczkę za domek w Wieliczce :] Teraz płacę 350 zł czynszu za wynajem a będę płacił 290 zł miesięcznej raty przez 20 lat, ale dla siebie. Tak czy inaczej będę miał w piwnicach tego domku pracownię! W końcu. K. P.: Czy często sięgasz po Nervofol? Czy to uzależnia? B. M.: To był taki żarcik. A raczej obrendowienie tego co już od dawna było. K. P.: Skończyłeś studia rok temu – jak wygląda z Twojej perspektywy praca zawodowa w naszym kraju? B. M.: Jakoś ciągnę pracując w domu. Mam takie wirtualne studio Yhm... z moją dziewczyna Bogną Sroką. Ilustrujemy magazyny, czasem okładkę zaprojektujmy, czy coś. Generalnie
K. P.: Co dalej? Co planujesz? Czego można się spodziewać w najbliższym czasie? B. M.: Przebudowuję trochę poor.pl, dojdzie kilka przedmiotów. Mam dużo pomysłów na nowe obiekty ale przede wszystkim trzeba ten domek remontować i nakupić w związku z kredytem Nervosol. Tym razem ten prawdziwy na receptę. K. P.: Dzięki za rozmowę i życzę udanego remontu. << powrót |
|